Data publikacji/aktualizacji
Przewiń stronę i czytaj artykuł
Nie trzeba się interesować psychologią, żeby gdzieś usłyszeć hasło „wewnętrzne dziecko”. Dla niektórych to brzmi zbyt ezoterycznie, dla innych - zbyt dziecinnie. A szkoda, bo to naprawdę jeden z najbardziej poruszających i pomocnych tematów w psychoterapii.
Według mnie to nie jest żadna moda. Wewnętrzne dziecko to po prostu ta część nas, która kiedyś naprawdę była dzieckiem.
Ma w sobie jego pamięć, emocje, radość, ból, lęki i potrzeby - często niespełnione.
Niektórzy z nas dawno temu się od niego odcięli, bo nie było bezpiecznie czuć, mówić, potrzebować. Więc wewnętrzne dziecko... zostało w środku.
Zamknęło się w sobie jak w pokoju bez klamki. I dopiero w terapii niektórzy zaczynają słyszeć jego głos. A czasem ten głos… wrzeszczy przez dorosłe decyzje, lęki, powtarzające się schematy.
Nie chodzi o literalne „dziecko w nas” jak z filmu science fiction. Chodzi o część psychiki, która zawiera emocje, potrzeby
i przekonania z dzieciństwa, które nie zostały przeżyte, nazwane, utulone.
To ten głos, który czasem mówi:
Czasem to też ten głos, który chce się bawić, zachwycać, tańczyć, płakać.
Tylko... nie ma już kto go przyjąć.
Bo Ty - dorosły - nauczyłeś się być „twardy”, „ogarnięty”, „zaradny”.
A dziecko w Tobie tylko patrzy zza kurtyny.
Z relacji. Z niedoborów. Z powtarzających się sytuacji, w których dziecko w nas musiało dorosnąć za wcześnie, albo schować emocje, żeby nie stracić kontaktu z bliskimi.
Nie trzeba przeżyć „wielkiej traumy”, by nosić w sobie dziecko, które wciąż czeka na to, że ktoś je zobaczy i ukocha.
Psychoterapia zorientowana na pracę z wewnętrznym dzieckiem opiera się na założeniu, że to, co czujemy dziś w relacjach,
w lękach, w pracy, w związkach - często ma swoje źródło w dawnych relacjach, które były niedostępne, nieprzewidywalne, oschłe, zawstydzające.
Według badań (np. z obszaru psychoterapii schematów, teorii przywiązania czy neurobiologii rozwoju), wczesne relacje z opiekunami mają ogromny wpływ na sposób, w jaki później traktujemy samych siebie. Jeśli nikt Ci nie mówił „jesteś ważny”
- sam też możesz dziś nie słyszeć tego zdania od siebie. I to nie „Twoja wina”.
To skutek. Zrozumiały. I możliwy do przepracowania.
Nie chodzi o grzebanie w przeszłości dla sportu.
W gabinecie to często wygląda inaczej niż ludzie myślą.
Nie: „płacz nad sobą przez 50 sesji”.
Bardziej:
I w tym momencie zaczyna się najciekawsze:
możesz stać się dorosłym, którego to dziecko kiedyś potrzebowało.
Możesz mówić do siebie inaczej. Inaczej siebie obejmować. Inaczej reagować.
Zapewne chcielibyśmy, żeby było jedno ćwiczenie „na dzieciaka” i z głowy.
Ale tak to nie działa.
Praca z tą częścią jest delikatna, emocjonalna i często rozłożona w czasie.
Zwykle obejmuje:
Według mnie - tak. I nie tylko według mnie.
Badania nad terapią schematów, terapią wewnętrznego dziecka, czy podejściem psychodynamicznym pokazują,
że kontakt z tą częścią siebie znacząco zmniejsza objawy depresji, lęku, poczucia pustki czy samooceny.
Ale ważniejsze od badań są te momenty, gdy pacjent/pacjentka mówi:
To jest to.
Nie magia. Nie „dziecięca bajka”.
To głęboka praca z częścią, która przez lata była ignorowana.
I ona naprawdę zaczyna się zmieniać, gdy znajdzie nowego opiekuna - Ciebie.
668 46 78 46
ul. Spacerowa 12/8
Wejherowo, 84 - 230