Data publikacji/aktualizacji 

Przewiń stronę i czytaj artykuł 

04 stycznia 2026

Zrozumieć swoje wewnętrzne dziecko – jak praca z nim pomaga w terapii?

Nie trzeba się interesować psychologią, żeby gdzieś usłyszeć hasło „wewnętrzne dziecko”. Dla niektórych to brzmi zbyt ezoterycznie, dla innych - zbyt dziecinnie. A szkoda, bo to naprawdę jeden z najbardziej poruszających i pomocnych tematów w psychoterapii.

Według mnie to nie jest żadna moda. Wewnętrzne dziecko to po prostu ta część nas, która kiedyś naprawdę była dzieckiem.
Ma w sobie jego pamięć, emocje, radość, ból, lęki i potrzeby - często niespełnione.

Niektórzy z nas dawno temu się od niego odcięli, bo nie było bezpiecznie czuć, mówić, potrzebować. Więc wewnętrzne dziecko... zostało w środku.
Zamknęło się w sobie jak w pokoju bez klamki. I dopiero w terapii niektórzy zaczynają słyszeć jego głos. A czasem ten głos… wrzeszczy przez dorosłe decyzje, lęki, powtarzające się schematy.

Kim jest to „wewnętrzne dziecko”?

Nie chodzi o literalne „dziecko w nas” jak z filmu science fiction. Chodzi o część psychiki, która zawiera emocje, potrzeby
i przekonania z dzieciństwa, które nie zostały przeżyte, nazwane, utulone
.
To ten głos, który czasem mówi:

  • „Zobacz mnie!”
  • „Dlaczego znowu mnie zostawiają?”
  • „Nie zasługuję.”
  • „Boję się, ale nikt mnie nie słyszy.”

Czasem to też ten głos, który chce się bawić, zachwycać, tańczyć, płakać.
Tylko... nie ma już kto go przyjąć.
Bo Ty - dorosły - nauczyłeś się być „twardy”, „ogarnięty”, „zaradny”.

A dziecko w Tobie tylko patrzy zza kurtyny.


Skąd się bierze ta luka?

Z relacji. Z niedoborów. Z powtarzających się sytuacji, w których dziecko w nas musiało dorosnąć za wcześnie, albo schować emocje, żeby nie stracić kontaktu z bliskimi.
Nie trzeba przeżyć „wielkiej traumy”, by nosić w sobie dziecko, które wciąż czeka na to, że ktoś je zobaczy i ukocha.

Psychoterapia zorientowana na pracę z wewnętrznym dzieckiem opiera się na założeniu, że to, co czujemy dziś w relacjach,
w lękach, w pracy, w związkach
- często ma swoje źródło w dawnych relacjach, które były niedostępne, nieprzewidywalne, oschłe, zawstydzające.

Według badań (np. z obszaru psychoterapii schematów, teorii przywiązania czy neurobiologii rozwoju), wczesne relacje z opiekunami mają ogromny wpływ na sposób, w jaki później traktujemy samych siebie. Jeśli nikt Ci nie mówił „jesteś ważny”
- sam też możesz dziś nie słyszeć tego zdania od siebie. I to nie „Twoja wina”.

To skutek. Zrozumiały. I możliwy do przepracowania.


Po co wracać do tego dziecka?

Nie chodzi o grzebanie w przeszłości dla sportu.

W gabinecie to często wygląda inaczej niż ludzie myślą.
Nie: „płacz nad sobą przez 50 sesji”.
Bardziej:

  • Zobaczmy, jak dzisiaj reagujesz.
  • Sprawdźmy, skąd to może się brać.
  • Zobaczmy, czy to nie dziecko w Tobie właśnie teraz panikuje, bo ktoś się spóźnił albo skrytykował.

I w tym momencie zaczyna się najciekawsze:
możesz stać się dorosłym, którego to dziecko kiedyś potrzebowało.
Możesz mówić do siebie inaczej. Inaczej siebie obejmować. Inaczej reagować.


A jak wygląda praca z wewnętrznym dzieckiem?

Zapewne chcielibyśmy, żeby było jedno ćwiczenie „na dzieciaka” i z głowy.
Ale tak to nie działa.
Praca z tą częścią jest delikatna, emocjonalna i często rozłożona w czasie.

Zwykle obejmuje:

  • rozpoznanie: kiedy to dziecko się włącza? Jak mówi? Czego potrzebuje?
  • kontakt: czasem to dosłownie mówienie do niego (na głos albo w myślach), pisanie listów, rysowanie.
  • regulację emocji: pomaganie mu czuć to, co kiedyś było za trudne, ale teraz - w towarzystwie terapeuty - można to udźwignąć.
  • nauce nowego stylu bycia ze sobą - mniej krytycznego, bardziej wyrozumiałego. Bo nie da się wyzdrowieć z dzieciństwa, jeśli w dorosłości nadal jesteś wobec siebie jak surowy nauczyciel.

Czy to naprawdę działa?

Według mnie - tak. I nie tylko według mnie.

Badania nad terapią schematów, terapią wewnętrznego dziecka, czy podejściem psychodynamicznym pokazują,
że kontakt z tą częścią siebie znacząco zmniejsza objawy depresji, lęku, poczucia pustki czy samooceny.
Ale ważniejsze od badań są te momenty, gdy pacjent/pacjentka mówi:

  • „Po raz pierwszy nie oceniłem siebie w głowie.”
  • „Zrobiłam coś dla siebie - nie po to, żeby ktoś mnie pochwalił, ale dlatego, że ja tego chciałam.”
  • „Zobaczyłem siebie małego i… coś we mnie zmiękło.”

To jest to.
Nie magia. Nie „dziecięca bajka”.
To głęboka praca z częścią, która przez lata była ignorowana.

I ona naprawdę zaczyna się zmieniać, gdy znajdzie nowego opiekuna - Ciebie.

Adres

668 46 78 46

ul. Spacerowa 12/8

Wejherowo, 84 - 230

Kontakt

Menu

Śledź mnie

A website created in the WebWave website builder